Kanały:
Wpisy
Komentarze

Złodziej(ew)skie zdjęcia.

Teraz już chyba wypada coś napisać. Pod koniec marca byłam po raz trzeci na warsztatach fotograficznych w Złodziejewie. Czyli miejscowości, która znajduje się w umysłach wielu, ale której nie znajdziecie na mapie, a żaden GPS was tam nie doprowadzi. Jedynie pewnego rodzaju wrażliwość, spojrzenie na fotografię i piękno. Wiele osób, słysząc, że wybieram się tam po raz kolejny, pyta czy warto. Biorąc pod uwagę, że byłam po raz trzeci, a nie wykluczam czwartej wizyty – odpowiedź powinna być oczywista. Mniej oczywista być może jest odpowiedź na pytanie dlaczego?

Postaci organizatorki nie da się pominąć. Złodziejka, Marcelina Oczkowska, z pełnym zaangażowaniem stworzyła miejsce, które przyciąga. Jej spojrzenie na fotografię i na piękno ma zdecydowany wpływ na dobór tematów i fotografów tam goszczących. A co za tym idzie – przyciąga też określoną grupę uczestników. I ta grupa, ludzie, których tam spotykam za każdym razem, są argumentem za kolejną wizytą. Mimo, pod pewnymi względami, podobnego spojrzenia uczestników na fotografię, zachwyca mnie różnorodność spojrzeń, różnorodność widzenia tego samego, a także pomysłów i tematów, które ze sobą przywozimy. To daje również możliwość prowadzenia nocnych rozmów przy ognisku, czy w sławetnej kuchni:-). Co ciekawe warsztaty przyciągają zarówno fotografów zawodowych (czytaj: tych co z fotografii, w mniejszym lub większym stopniu, żyją) jak i amatorów na wszystkich poziomach zaawansowania. Ci ludzie są dla mnie taką samą kopalnią wiedzy i inspiracji jak prowadzący.

Otoczenie też ma swoje znaczenie. Czasem trudno znaleźć klimatyczną scenerię do swoich fotografii. Tu wszystko jest na miejscu. Pałac z zabytkowymi meblami, piękny park, zrujnowane pomieszczenia starej gorzelni. Wyobraźnia uczestników sprawia, że często to samo miejsce opowiada inną historię. No i modelki. Większość z dużym doświadczeniem (o pięknie nie wspomnę), co pozwala się uczyć również od nich. Te najlepsze, które tam spotkałam to Agnieszka Machowska “Paranoja” (piękna pięknem prawdziwej kobiety), Ola Hapka (zwana przez niektórych niesamowitą), cały czas rozwijająca się Anna Sroka no i – cud ostatniej wizyty – Ewa Kępys.

Są dwie cechy warsztatów w Złodziejewie, które sprawiają, że tam wracam. Po pierwsze, wysoka jakość prowadzących zajęcia fotografów oraz ich otwartość i chęć dzielenia się wiedzą i doświadczeniem. Zdradzanie „sekretów” pracy ze światłem, modelką, obróbki. Zawsze jest to też ktoś, przy kogo zdjęciach zatrzymujesz się albo z zachwytu, albogłowiąc się: jak on/ona to zrobił. A po drugie – różnorodność. To ona sprawia, że powroty nie są nudne.

Ale w mojej pamięci pozostanie kilku z nich w sposób szczególny. Zdecydowanie polecam zajęcia:
- Wiktora Franko – za umiejętność pokazania pracy z modelką od innej strony, ciekawej pracy ze światłem. O możliwości zrobienia zdjęcia Ewie nie wspominam. Nie trzeba.
- Artura Frankowskiego – za głęboką wiedzę o fotografii, którą, jeżeli zapytacie – zawsze się podzieli. I za głębsze spojrzenie na fotografię, które wykracza poza piękno.
- Katarzyny Gębarowskiej – za uspokojenie mojej skołatanej duszy, że ostrość nie zawsze króluje a poruszenie jest środkiem wyrazu jak inne.
- Jacka Batkowskiego – za wiedzę o świetle i technice i Marka Kryśkiewicza (Arkadius Mauritz) za ciekawe podejście do kreatywności – prowokujące do myślenia.

Są też jeszcze ci, z którymi (jeszcze) się nie spotkałam, ale wierzę, że czas i okazja się znajdą. A pełne informacje znajdziecie tutaj: www.warsztatywzlodziejewie.pl

A poniżej zdjęcia pięknej Ewy Kępys z warsztatów z Wiktorem Franko. Oczywiście w Złodziejewie.

Sentymentalnie.

Z cyklu: “Melancholy of places”.

Zdjęcie zrobione na, a właściwie “obok” warsztatów w Złodziejewie.

Kolejne Inside Story

Świetny jak zwykle Andrzej Bersz i Daria. Sesja nagła i niepodziewana, ale warto było. No i poznałam świetnych ludzi. Dzięki wielkie za wspólną pracę i za zaproszenie.

Krok wstecz. IPA 2011

Jak bardzo trzeba być przepracowanym i zakręconym, żeby przegapić, że Twoje  trzy zestawy zdjęć znalazły się na liście Honorable Mentioned takiego konkursu jak IPA 2011? Pytanie być może retoryczne. Jedyna możliwa odpowiedź – BARDZO! Czy to możliwe. Niestety tak, choć być może mogło zdarzyć się tylko mnie. Podczas sprawdzania, czy IPA 2012 już otwarte odkryłam, że moje trzy zestawy zdjęć, spośród czterech zgłoszonych na konkurs znalazły się na liście Honorable Mentioned za rok 2011.

No dobrze – lepiej cieszyć się późno niż wcale.

Pełna lista – tutaj:

IPA 2011 Honorable Mentioned non pro

A zestawy to:

Melancholy of the Ballet - cykl zdjęć wykonanych na baletowych warsztatach fotograficznych z Ania Powałowską, w kategorii Beauty.

Beauty in Silence - cykl zdjęć z Ola Hapką, wykonany podczas warsztatów w Zlodziejewie, w kategorii Akt.

Outside the cage - cykl zdjęć z Ola Hapką ale już poza warsztatami – żeby nie było, że tylko na warsztatach robię zdjęcia, w kategorii Beauty.

No i żeby było na czym oko zawiesić – ten ostatni cykl tutaj – dla przypomnienia.

Poranek.

Poranek

Jesienią, z pomocą znajomej podróżującej pomiędzy Warszawą a Berlinem nabyłam album Sybille Bergemann. The Polaroids.

Muszę przyznać, że do samych polaroidów mam mieszane uczucia. Zachwycają mnie ich nieostrości i kolory. Piękny jest moment, kiedy znikąd, na białym kawałku papieru pojawiają się obrazy oddające chwilę. Jej ulotność. Ulotność podkreślaną dodatkowo cechy fizyczne polaroidu. Brak negatywu, brak możliwości wykonania kolejnej, identycznej odbitki. To po części mnie trochę zniechęca.  Jak również wielkość odbitki. Ale w przypadku albumu, który leży właśnie obok mnie, te niedogodności schodzą na drugi plan.

Jak czytam w przedmowie, Arno Fischer, jej towarzysz i nauczyciel powiedział, że widziała kadr, gdziekolwiek spojrzała.  Ona sama mówiła, że “jej nastrój jest zawsze częścią jej zdjęcia.” I przeglądając kolejne strony albumu muszę powiedzieć, że oba te stwierdzenia to prawda.

Co w nim znajdziecie? Dziwne portrety dzieci robiących wrażenie “starych-maleńkich” i zdjęcia dorosłych wyglądających jak przygodna trupa cyrkowców. Zdjęcia kobiet. Zdjęcia miast – dziwnie pustych i przejrzystych. Miast, na które patrząc widzę emocje: smutek, nostalgię, samotność. Fragmenty rzeczywistości. Buty rzucone koło łóżka. Sukienka powieszona na wieszaku, na ścianie koło okna.Laleczka zagubiona gdzieś w smudze światła. Pytana podczas wywiadu, dlaczego tak często fotografuje przedmioty i otoczenie człowieka odpowiedziała, ze “Osoba jest obecna, nawet jeżeli nie pojawia się na zdjęciu.” To przedmioty opowiadały jej o człowieku.

W sieci znajdziecie parę jej zdjęć. A tu taj można je kupić ;-)

http://www.ostkreuz-store.de/fineart/item/37

A to jedne z moich ulubionych:

Lady in red

Jakoś tak nagle wyszło pod koniec grudnia.

Pozowała Natalia (http://www.maxmodels.pl/princesseangelique.html)

Malowała jak zwykle ostatno Karina Czapla.

 

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.