Feeds:
Wpisy
Komentarze

Archive for the ‘Różności’ Category

Niedawno robiłam niezwykłą sesję z niezwykłymi kobietami.

Program społeczny „Miłość życia” jest kierowany do kobiet w trakcie i po leczeniu onkologicznym, które chcą wyciągnąć naukę z bycia w relacji z chorobą dokonać zmian w schematach myślenia i korzystać z tego, co oferuje życie teraz. W ramach programu wykorzystywana jest metoda clean coachingu, w pracy na sesjach indywidualnych i grupowych.

Osobą, która zaprosiła mnie na sesję była Kasia Orzeszek, która oglądając moje zdjęcia pomyślała, że taka sesja byłby świetnym zakończeniem programu, pokazaniem biorącym w nim udział kobietom, piękna, które w nich jest. A ja zgodziłam się, bo ta sesja pozwoliłam mi znaleźć potwierdzenie tego, co wiedziałam od dawna, ale nie miałam okazji pokazać na swoich zdjęciach: że każda kobieta jest piękna, w każdej to piękno drzemie, tylko czasem trzeba mu pomóc się wydostać. Również dlatego, że uważam, że po chorobie jaką jest nowotwór, po tak ciężkim zderzeniu z życiem, potrzebujemy spojrzeć na siebie z innej strony, potrzebujemy czasem pewności siebie. A u kobiety często pewność siebie związana jest z poczuciem własnego piękna, włąsnej atrakcyjności. W każdym wieku. Trzeba im pomóc je odnaleźć. Pokazać. Czasem przekonać.

Nie ukrywam, ze im bliżej było sesji, tym byłam bardziej przerażona tym, na co się porwałam. Nie wiedziałam czego się spodziewać. A spotkałam 4 wspaniałe kobiety. Piękne, pełne życia i radości. Zobaczcie jak wyglądaliśmy pod konie sesji (fot. Piotr Stach). Aż kipi energia!

872d524b-eedb-48c8-bf2f-ae3a1c98c90c

Sesja odbyła się w Studio fotograficznym Limetki, które udostepnił nam Piotr, i nie udałaby się bez wsparcia pomysłów i kreatywności Izy Skorupki – stylistki, niesmowitych pomysłów Marcina, który z włosami Pań czynił cuda, Agnieszki Kacperskiej, z jej pędzelkami i kolorami, no i przede wszystkim – cudownymi kobietami, które pozowały.

Dziękuję również pracowni jubilerskiej Lewanowicz (www.lewanowicz.com) – która wypożyczyła nam cudowną biżuterię. Czy wiecie jak zmienia się kobieta, gdy jej skóra styka się z piękną kolią? Jak zaczyna błyszczeć?

Potraktujcie to jako zapowiedź zdjeć. Będą wkrótce.

A tu możecie posłuchać reportażu Joanny Bogusławskiej z radiowej Trójki.

Reportaż

Read Full Post »

W niedzielę wybrałam się na Targi Książki. W ostatniej chwili wzięłam aparat, choć bez przekonania. I nie miałam racji. Dlaczego? Dotarłam bowiem do stoiska wydawnictwa BOSZ, na którym moje oko zahaczył kolor. Czerwony, piękny i intensywny. Album “Art_Color_Ballet”. Zajrzałam do środka i utknęłam przy stoisku na dobre. Album ze zdjęciami krakowskiego zespołu, pod kierunkiem pani Agnieszki Glińskiej – założycielki i dyrektora artystycznego. Łączy w swojej pracy pasje malarskie i taneczne, a fotografowie mogą to wszystko utrwalić na zdjęciach. Przynajmniej niektórzy, czasem. Zdjęcia piękne. Zresztą część z nich wykonana przez znanego chyba wszystkim Wacława Wantucha, choć zupełnie niepodobna do typowych dla niego, sterylnych, czarno-białych aktów. Miła kobieta na stoisku wydawnictwa na moje niecierpliwe pytanie: gdzie można zobaczyć ich występy, odpowiedziała mi spokojnie, że: po pierwsze – Pani Agnieszka będzie tu za chwilę wiec sama mi powie, a po drugie – że co więcej, za chwilę będzie tu taki performance  – bodypainting. Ta sama Pani Agnieszka będzie malować modelkę/ tancerkę na stoisku. I rzeczywiście, po chwili na stoisku pojawiło się tło, częściowo pomalowana modelka i Pani Agnieszka Glińska. A ponieważ obie Pani wyraziły zgodę – poniżej możecie obejrzeć wyniki naszego spotkania.

Modelka / Tancerka:Magdalena Konopek

Bodypainting: Agnieszka Glińska

(obu Paniom jeszcze raz dziękuję)

A jak was zaciekawiło – zajrzyjcie tutaj:

http://www.baletcolor.pl/index.php

Album zdecydowanie polecam. Jest z tych rzeczy, które dobrze czasem wziąć do ręki i zachwycić się.

Read Full Post »

Działaj zawsze tak, jakby od tego co robisz, zależała przyszłość Wszechświata, śmiejąc się  jednocześnie z siebie za tę zuchwałą myśl, że cokolwiek uczynisz, może mieć jakiekolwiek znaczenie. (powiedzenie buddyjskie)

Pierwsza część wydaje mi się osiągalna – nad druga muszę zdecydowanie popracować.

A cytat za wspomnianym wcześniej „Urokiem codzienności”, który niezmiennie polecam (str. 209)

Read Full Post »

Read Full Post »

Read Full Post »

„(…) Czymże jest ta błogosławiona wolność, o której wszyscy tak wiele prawimy? W Azji odpowiedź na te pytania można znaleźć w znanej od wieków historii:
Pewien człowiek udaje się do słynącego z wielkiej mądrości króla i pyta:
– Panie, powiedz, proszę, czy w życiu istnieje wolność?
– Oczywiście – odpowiada tamten. – Ile masz nóg?
Człowiek patrzy na niego zdziwiony pytaniem.
– Dwie, mój Panie.
– A zdolny jesteś stać na jednej?
– Oczywiście.
– Spróbuj więc. Zdecyduj na której.
Człowiek zastanawia się przez chwilę, po czym podnosi do góry lewą nogę, opierając cały ciężar ciała na prawej.
Dobrze – rzecze król. – A tera podnieś również tę drugą.
– Jakże to? To niemożliwe mój Panie!
– Widzisz? To jest wolność. Jesteś wolny, ale tylko wtedy, gdy podejmujesz pierwszą decyzję. Potem już nie.”

 Tiziano Terzani „Nic nie zdarza się przypadkiem”, Świat Książki, Warszawa 2008, str. 41

Read Full Post »

Przypadek. Stare albumy wygrzebane w szufladzie. Dziwny niepokój i pytania bez odpowiedzi.

Album babci. Lekki chaos, mieszają się lata. Większość zdjęć nie jest opisana, trudno zgadnąć, kiedy zostały zrobione. Ślub moich pradziadków. Stare zdjęcie w kolorze sepii. Fotograf ustawił ich tak, że głowy dotykają się, pochylone do siebie. Patrzą poważnie, optymistycznie. Na następnej stronie takie samo zdjęcie, ale z niemowlakiem na rękach – pewnie po chrzcie. Pamiątka pierwszej komunii – rok 1940. Na zdjęciu dwóch księży i ponad sto dziewczynek ubranych na biało. Bez powodzenia szukam twarzy babci. Równolegle do czasu wojny toczyło się normalne życie. Zdjęcie z roku 1944 i pierwszy szok przy przeczytaniu dedykacji: Liebe Lucine. Edi B. Chwila zastanowienia. To przecież był Śląsk. To możliwe i niekoniecznie naganne. I z tego samego roku: Miłej i sympatycznej sąsiadeczce swą podobiznę ofiaruję. Bolek. Miała wtedy 14 lat. Zdjęcia powojenne. Siedem dziewczyn w wieku koło 16 – 17 lat. Białe bluzki, ciemne spódniczki. Cztery stoją, trzy siedzą. Po środku ona. Śliczna dziewczyna o jasnych blond włosach. I takie piękne dwa długie warkocze. Kiedy stała, musiały jej sięgać daleko poza biodra. Teraz leżą spokojnie na piersiach, układają na kolanach. Niczym nie skrępowane, lekko rozplatają się na końcach. Był w niej jakiś niewymuszony wdzięk. Rok 1947, Warszawa. Wycieczka do stolicy? Na tle gruzów, ruin domów. Z późniejszych zdjęć jedno przepiękne. Siedzi na płocie, nogi splecione w kostkach, pochylona do przodu, uśmiecha się do obiektywu. Musi być popołudnie, bo cienie gałęzi łagodnie kładą się na jej twarzy, na trawie.

To wciąga, zaczynam się czuć jak detektyw. Palce już całe w kleju, kartka z notatkami. Tropię dalej i znajduję zdjęcie, na którym są pradziadkowie, dziadkowie i mnóstwo nieznanych nikomu ludzi. Obce twarze.

Album dziadka. Tu trochę większy porządek, zdjęcia częściej opisane. Okres wojenny, Kielce. Dużo zdjęć od kolegów ze straży pożarnej. Na pamiątkę wspólnych przeżyć, najlepszemu koledze. I to z dramatycznym podpisem: Mateczka w więzieniu podczas okupacji germańskiej. Z więzienia, jak wiem, już nie wyszła. Na każdej prawie stronie albumu zdjęcia kobiet z dedykacją: Kochanemu, Najdroższemu, Wraz z sercem ofiaruję. (Zdjęcie robione u fotografa. W kolorze sepii. Piękna dziewczyna, włosy zebrane z tyłu w kok, ale mnóstwo wicherków wokół głowy rozświetlonych od tyłu, niby maleńka, radosna aureola.) Kochanemu Jankowi aby zawsze pamiętał…, Myśl o mnie…, Patrząc tak w dal, dojrzeć Cię nie mogę… (Dorosła kobieta, stojąca pomiędzy gałęziami jabłoni, zapatrzona w dal.) Znów konsternacja: Ann Fraulein Aloisie Tonnalik. Dresden 1944. Co tam robił? Kolejne zdjęcie – kilka osób w roboczych ubraniach stojących gdzieś na polu – z podpisem: Z prac w Niemcach. Więc już wiem. Dedykacje na zdjęciach od kobiet do 1949 roku, potem ożenił się z moją babcią. Ciekawa jestem, czy jeszcze któraś z nich pamięta fotografię i złożony na niej podpis? Czy żyją?

Czego szukam? Dlaczego zafascynowały mnie te stare zdjęcie, na których czasem już niewiele widać? Nie wiem. Wiele z tych twarzy jest dla mnie bezimiennych. I nie ma już nikogo, kto mógłby im nadać imiona. Narasta żal, że nie wykorzystałam czasu. Na rozmowy. Na pytania.

Podsumowaniem tych dwóch albumów jest kartka z 1960 r: Kochana Luśku! Z pięknego Budapesztu zasyłam Tobie i Zosi bardzo serdeczne pozdrowienia. Jeżeli droga do Budapesztu była różna to samo miasto jest fantastyczne. Ale to wszystko nie może mi zastąpić Ciebie i Zosi. Chciałbym być tu z wami razem to wtedy byłoby naprawdę cudownie.

Zosia to moja mama. Miała wtedy 7 lat. Zmarł 2 lata później.

Read Full Post »

Older Posts »