Feeds:
Wpisy
Komentarze

Archive for the ‘Wokół fotografii’ Category

Sny morza.

Joanna – dawno temu.

Reklamy

Read Full Post »

Właśnie przyszedł mail, że zdjęcie z sesji z Agnieszką znalazło się na liście wyróżnionych. Wszystkim zaangażowanym sesję – dziękuje raz jeszcze *:)

Link do galerii tutaj

213_201508_AGnieszkaS_IMGP2422-Edit international-color-awards_winner-9th

 

Zdjęcia w studio Limetki, Pozowała Agnieszka Surdej, Malowała Małgorzata Abramowicz.

Read Full Post »

Zastanawiacie się, gdzie można zobaczyć na jednej wystawie zdjęcia Dorothei Lange, Gerarda Costello-Lopes’a, Andre Kertesza, Josefa Sudka, Augusta Sandera? No i jeszcze jakieś skromne zdjęcia H. Cartiera-Bressona? Odpowiedź jest prosta – w Dubaju. Na Dubai Photo Exhibition. Muszę przyznać, że mnie zaskoczyli. Wystawa ogromna: 700 prac z 23 krajów. Całość wygląda co prawda na dość przypadkową kolekcję, ale przy 700 pracach trudno było tego uniknąć. Widać przy tym, że starali się z każdego kraju pokazać prace zarówno współczesne, jak i z początków fotografii. Na pewno warto zobaczyć słynne zdjęcia z początku 20 wieku. Fotografie znane każdemu miłośnikowi fotografii. Poznajecie?

Poza zdjęciami klasyków wyobraźnię pobudzały oczywiście prace wielu miej lub bardziej współczesnych fotografów. Czego warto poszukać w internecie?

  • Prezentowani na wystawie Australijczycy zaskoczyli mnie swoją miłością do martwej natury i mistrzów holenderskich. Kilka prac zdecydowanie inspirowanych tym malarstwem. między innymi dzieła Mariana Drew z cyklu „Still Life” (2003-2009) oraz Alexi Sinclair z serii „A Frozen Tale” (2013). Zwłaszcza ta druga robi wrażenie przemyślaną teatralnością, nakładem przygotowań, stylizacjami.
  • Koreański fotograf Lim Changmin malarskością swoich pracy przypomniał mi filmy Kim Ki-Duka. Możecie zajrzeć na stronę Lima – jeśli ją ma. Co nie jest pewne, bo ja znalazłam tylko link do informacji o wystawie. Ale może wam szczęście bardziej dopisze.
  • Również z Korei (Południowej) i równie ciekawy wydał mi się Myoung Ho Lee i jego cykl „Drzewa”. (Strona artysty jest na facebooku.)

Nie można pisać o wystawie w Dubaju i nie wspominać o fotografii arabskiej. Muszę powiedzieć, że w udostępnionych po raz pierwszy prywatnych zbiorach Jego Wysokości Sheikha Hamdana Bin Mohammeda Bin Rashida Al Maktouma poza zdjęciami ciekawymi z perspektywy historycznej (Dubaj w latach 60-tych XX wieku), było kilka innych, na które warto zerknąć.  A to moje sugestie czego szukać:

  • Nasser Haji (UAE) – tutaj jego portfolio na 1x.com, zdjęcia społeczne i z tzw. przesłaniem.
  • Ahlam Al Ahmad (UAE) i jej cykl „Unutterable feminity” („Niewypowiedziana kobiecość”). Niestety, nie mogę znaleźć strony. Poniżej jedno zdjęcie kilku prac: kobiety w maskach. Można powiedzieć, że pomysł nie nowy, ale, po pierwsze, nie zapominajmy z jakiej kultury wywodzi się fotografka, po drugie technika świetna i zdjęcia „gadają” do odbiorcy.
  • Amani Al Shaali – młoda (26 lat) fotografka z UAE. I tu fotografia na zupełnie innym poziomie i tematyce. Zbliżona do europejskiej, fotografia z pomysłem, opowiadająca historie. Trochę mi przypomina zdjęcia Anki Zhulavlevej. No i link do strony jest.
  • Shaimaa Alaa – fotografka z Egiptu, jej portfolio na 500px.com. Niestety większość zdjęć na portfolio trochę słabsza niż to, które mnie ujęło na wystawie (poniżej, kobieta na ławce).
  • Lubna Abd El-Aziz – surrealistyczna i opowiadająca historie fotografia, link do artykułu i kilku prac tutaj.
  • Marwa Adel – egipska fotografka, prawdziwy kąsek na koniec, link do portfolio tutaj. Bardzo nowoczesna fotografia, również naznaczona kulturowo, jako jedyna  z powyższych mocno korzysta z wszystkich możliwości, jakie daje fotografia cyfrowa, tworząc własną rzeczywistość, ale nie mająca nic wspólnego z bajkowym światem fotografii pozostałych trzech fotografek. Zachęcam do zajrzenia na jej stronę.

 

A i czy ja już wspomniałam, że w osobnym pawilonie była również wystawa „HOT” Mario Testino? Nie? No cóż, była. To był ciekawy dzień.

Wpis zrobił się długi. Ale jak napisać krótko o wystawie, na której było 700 zdjęć? Krótko byłoby tak: jeżeli ktoś jest jutro w Dubaju, warto zajrzeć. Jakość zdjęć we wpisie wybaczcie. One mają was jedynie zachęcić do zajrzenia na strony autorów.

 

Read Full Post »

Tydzień spędziłam w  Sztokholmie, wędrując w różnych kierunkach. Planowałam wizytę w Muzeum Fotografii oczywiście, ale zanim tam dotarłam, już pierwszego dnia zobaczyłam plakaty reklamujące właśnie otwartą wystawę zdjęć Francesci Woodman.  Pamiętacie moje dwie sesje, inspirowane jej pracami: Zanikanie i Kiedy nie ma jutra? Piękny zbieg okoliczności – ta wystawa, pomyślałam. Zawróciliśmy w miejscu i powędrowaliśmy do Muzeum Sztuki Współczesnej, położonym na małej wyspie. Wystawa naprawdę warta polecenia.

Francesca Woodman
On Being an Angel # 1, Providence, Rhode Island, 1977
© George och Betty Woodman (zdj. ze strony muzeum, promujące wystawę)

Setka prac Franceski Woodman w jednym miejscu, oglądanych z bliska – uwierzcie – to robi wrażenie. Jak rodzynek na torcie na zakończenie kilka zdjęć fotografów z podobnego kręgu: Mapplethorpe, Diane Arbus, Cindy Sherman. Wystawa będzie otwarta do 6 grudnia – więc może jeszcze ktoś z was będzie przejazdem w Sztokholmie.

Zachęcona pierwszą wystawą kilka dni później poszłam do Muzeum Fotografii. Zlokalizowane jest w południowej części Sztokholmu, na nabrzeżu. W tej chwili są tam otwarte 3 wystawy – i każda z nich inna.

Pierwsza, największa chyba to: Inez & Vinoodh Pretty Much Everything 2015. Opis zachęca, mówiąc, że fotografia modowa daje możliwość pokazania szerszej publiczności czym jest współczesna sztuka. No i otóż nie bardzo. Przynajmniej nie bardzo dla mnie.Wystawa trochę jak groch z kapustą – przemieszane wszystkie rodzaje pracy pary fotografów, z wielu lat. Co widziałam: typowo modowe fotografie. Tylko, że nie jest to ta fotografia modowa, która jest sztuką dla mnie, nie tym razem. Portrety – głownie sław – kilak niesamowitych przyznaję, dna nich warto tam było pójść. Martwe natury, kilka kolaży, i zdjęcia, które trudno nazwać ani umieścić w kategorii. Czyli za dużo i za dobrze, dodatkowo przemieszane w sposób, który nie pozwala odgadnąć zamysłu kuratora. (I dodam, że tych najlepszych zdjęć nie znajdziecie na stronie muzeum).

Drugie piętro i druga wystawa: Nick Brandt On This Earth A Shadow Falls Across The Ravaged Land. Piękna wystawa. I szczytny cel. Zagrożona przyroda Afryki Wschodniej.  Zdjęcia, odbitki – przepiękne. I wstrząsające, jeżeli tylko ich graficzne piękno nie odciągnie naszej uwagi od tematu. To takie zdjęcia w których forma przeważa nad treścią trochę. Nie mam nic przeciwko formie i estetyce, sama jestem za. Tylko przez chwilę zastanawiałam się czy tu nie za silny jest efekt wizualny, czy nie przeważa nad treścią. Czarno-biel pozbawia te zdjęcia realności i brutalności życia, kompozycja jest idealna, cudowne wywołanie. Każde z tych zdjęć jest po prostu piękne. I niestety to bardziej zostało mi w pamięci niż treść. Trochę tak jak ze zdjęciami Salgado. Zdecydowanie warto obejrzeć, choć pytania pozostają.

Rangers with Tusks of Killed Elephants

(zdjęcie ze strony muzeum, promującej wystawę © Nick Brandt)

No i wreszcie – trzecie piętro – i niespodzianka dla oka. Ta wystawa wygrywa, nie mam żadnych zastrzeżeń ani pytań. Nygårds Karin Bengtsson Untold Stories. Nie znałam tej fotografki – ale zachęcona wystawą poszukałam więcej. Tu macie jej stronę i więcej zdjęć.

Te dwa to moje wybory z wystawy – choć trudno było wybrać.

Reading Woman

The Fool

(zdjęcie ze strony muzeum, promującej wystawę © Nygårds Karin Bengtsson)

Forma, kolor, czystość i światło na tych zdjęciach mnie zachwyca. Nie na darmo w komentarzu do wystawy znajdziemy odwołania do malarstwa: Vermeera, Hoopera, czy niedawno odkrytego przeze mnie Hammershoi’a.

 

Read Full Post »

Kiedy jadę na warsztaty fotograficzne, potrzebuję, żeby fotograf prowadzący, albo stylizacja czy miejsce mnie zachwycało. Pewnie dlatego jeżdżę coraz rzadziej (i dlatego, że czas ma swoje ograniczenia). Ale fotograf ściagnięty przez Marcelinę do Złodziejewa w maju tego roku na kolejne warsztaty był pięknym wyjątkiem. Dla którego warto było przestawić nawet imprezę rodzinną 😉 Anka Zhuravleva. Mistrzyni jednej fotografii. Jak ktoś nie wierzy – zapraszam:

http://anka-zhuravleva.com/

Dużo czasu na spotkaniach z Basią Sokołowska, czy w szkole fotografii uczyłam się układania historii z cyklu zdjęć. I to nie jest łatwe. I ciągle się uczę. Bo jak wyrzucić ulubione zdjęcie, tylko dlatego, że zaburza historię? To nie jest łatwe, ale zdecydowanie trudniej jest opowiedzieć historię JEDNYM zdjęciem. Zawrzeć na nim wszystko – tak by każdy oglądający opowiedział ja sobie w głowie. Niekoniecznie tę samą. Każdy, w zależności od doświadczeń i wyobraźni, może opowiedzieć sobie swoją. I Anka to potrafi. Jej pięknie kolorowe historie podbiły moją wyobraźnię – polecam szczególnie cykle distorted gravity i color tales.

Wracając do warsztatów. Anka to fascynująca osoba. Skromna, otwarta i posiadająca dziwną łatwość upraszczania życia. W sposób, który przypomina, ze prostota jest cnotą. I że czasem problemy stwarzamy sobie sami. Ma odwagę dokonywania wyborów. I (tu moja zazdrość rośnie) – twierdzi, że nie wie, co to brak pomysłów – gdyż historie są wokół nas – wystarczy patrzeć i słuchać. A potem robić zdjęcia :-).

Historie według Anki biorą się z osoby fotografowanej (jej osobowości lub historii), pięknego miejsca lub przedmiotu, historii która jest w nas i którą chcielibyśmy opowiedzieć albo z jakiegoś motywu przewodniego zaczerpniętego z książki, filmu, bajki, piosenki. Więc są wszędzie. Rozejrzyjcie się. Kiedy jest już historia tworzenie zdjęcia przypomina tworzenie filmu. Muszą być: scenariusz, miejsce, aktorzy, scenografia, kostiumy. To wszystko musi do siebie pasować. No i jeszcze aparat, światło i my.

No i na dodatek Anka (jeżeli ma jakieś wady – chwilowo ich ode mnie nie oczekujcie) jest najlepszym prowadzącym warsztaty jakiego spotkałam. Nikomu do tej pory nie chciało się poświęcić nam tyle czasu i uwagi. Ona robi zdjęcia z wami. Pyta co chcecie opowiadać, zagląda w wizjer, komentuje, podpowiada, pokazuje lepszy kąt ujęcia, obiektyw, światło, przesłonę, czas. Dla osób, które potrafią słuchać i chcą się czegoś nauczyć a nie tylko popstrykać sobie – jest idealnym nauczycielem. Właściwie nie ma potrzeby omawiania zdjęć wieczorem, bo omawia z wami każda klatkę prawie na bieżąco. Jedyna uwaga – robi to po angielsku (no chyba, że ktoś z was woli rosyjski). Jeżeli jeszcze kiedykolwiek przyjedzie na warsztaty do Polski – zapisujcie się!

Ja też postanowiłam opowiedzieć historię. Udało się?

172_2_MKowalczuk

zdjęcie z warsztatów z Anką, modelka Alicja

http://www.warsztatywzlodziejewie.pl

 

 

Read Full Post »

Jeżeli jak ja macie jeszcze trochę wolnego po świętach i szukacie czegoś do czytania, z chęcią polecę wam książkę. Lekką tym razem, dla wypoczynku. „Osobliwy don Pani Peregrine” – Ransoma Riggsa, to właśnie taka książka. Pełna akcji, tajemnicy i odrobiny niesamowitości. Ale ja sięgnęłam do niej przez zdjęcia. Zdjęcia osobliwe. Zdjęcia dziwnych dzieci – unoszących się w powietrzu, zaklętych w butelce, unoszących głazy lub trzymających kulę światła w dłoniach. Stare zdjęcia wyglądające jak te, które można wygrzebać na targach staroci.

Nie będę wam opowiadać historii. Mogę tylko powiedzieć, że ostatnio rzadko beletrystyka wciąga mnie tak, że nie mam ochoty odłożyć książki, a kiedy dobiegam do końca mam poczucie, że opowieść dopiero się rozpoczyna. I to trochę nieuczciwe, że historia kończy się tu i teraz. Ale oprócz fabuły zafascynowała mnie rola zdjęć w tej książce. Gdyż są one ściśle wpisane w opowieść, a dzieci widniejące na zdjęciach są jej bohaterami. I nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że autor na końcu podaje dodatkowa informację – wszystkie zdjęcia są prawdziwe, istnieją i są w posiadaniu kolekcjonerów. To niesamowite wykorzystanie zdjęć – swoją drogą bardzo dziwnych i tajemniczych. Bo to oznacza, że autor musiał przekopać się przez setki zdjęć będących w różnych archiwach, wybrać te, które mu pasują do głównego wątku i stworzyć postacie, które pasują do zdjęć i mają swoją historię na nich opartą. Wydało mi się to trochę niewiarygodne – zarówno ze względu na sam proces jak i niezwykłość zdjęć, że zaczęłam to sprawdzać. Szukałam w internecie nazwisk, które Ransom Riggs – autor – podał jako kolekcjonerów, z których to zbiorów owe zdjęcia pochodzą. I wyobraźcie sobie moje zdziwienie, kiedy ich znalazłam. Istnieją i zajmują się kolekcjonowanie starych zdjęć. Wiec to wszystko prawda?

Tych, którzy trochę chcieliby wciągnąć się w klimat książki zapraszam do obejrzenia traillera (tak!). A swoją drogą – mam poczucie, że ta książka ma ogromny potencjał na film i ciąg dalszy. Zobaczymy, może ….

Trailer: „Osobliwy dom Pani Peregrine”

Read Full Post »

W tegorocznej edycji konkursu International Photography Award trzy moje zestawy dostały wyróżnienie w kategorii non-pro!

Pierwszy z nich to zestaw „Connections” wyróżniony w dwóch kategoriach (Nudes i Others), Z Darią i Andrzejem Berszem.

Do zobaczenia tutaj: Connections

Drugi, to powstały na warsztatach Wiktora Franko w Złodziejewie cykl „Eve” z Ewą Kępys – w kategorii Beauty. Zobaczcie:  EWA

I wreszcie trzeci, sprzed mniej więcej roku z niezapomnianej sesji z Agnieszką Machowską „Paranoją” – w kategorii Fashion, – In the budoir.

Ten trzeci zamieszczam również poniżej:

Read Full Post »

Older Posts »