Feeds:
Wpisy
Komentarze

Posts Tagged ‘Henri Cartier-Bresson’

Zastanawiacie się, gdzie można zobaczyć na jednej wystawie zdjęcia Dorothei Lange, Gerarda Costello-Lopes’a, Andre Kertesza, Josefa Sudka, Augusta Sandera? No i jeszcze jakieś skromne zdjęcia H. Cartiera-Bressona? Odpowiedź jest prosta – w Dubaju. Na Dubai Photo Exhibition. Muszę przyznać, że mnie zaskoczyli. Wystawa ogromna: 700 prac z 23 krajów. Całość wygląda co prawda na dość przypadkową kolekcję, ale przy 700 pracach trudno było tego uniknąć. Widać przy tym, że starali się z każdego kraju pokazać prace zarówno współczesne, jak i z początków fotografii. Na pewno warto zobaczyć słynne zdjęcia z początku 20 wieku. Fotografie znane każdemu miłośnikowi fotografii. Poznajecie?

Poza zdjęciami klasyków wyobraźnię pobudzały oczywiście prace wielu miej lub bardziej współczesnych fotografów. Czego warto poszukać w internecie?

  • Prezentowani na wystawie Australijczycy zaskoczyli mnie swoją miłością do martwej natury i mistrzów holenderskich. Kilka prac zdecydowanie inspirowanych tym malarstwem. między innymi dzieła Mariana Drew z cyklu „Still Life” (2003-2009) oraz Alexi Sinclair z serii „A Frozen Tale” (2013). Zwłaszcza ta druga robi wrażenie przemyślaną teatralnością, nakładem przygotowań, stylizacjami.
  • Koreański fotograf Lim Changmin malarskością swoich pracy przypomniał mi filmy Kim Ki-Duka. Możecie zajrzeć na stronę Lima – jeśli ją ma. Co nie jest pewne, bo ja znalazłam tylko link do informacji o wystawie. Ale może wam szczęście bardziej dopisze.
  • Również z Korei (Południowej) i równie ciekawy wydał mi się Myoung Ho Lee i jego cykl „Drzewa”. (Strona artysty jest na facebooku.)

Nie można pisać o wystawie w Dubaju i nie wspominać o fotografii arabskiej. Muszę powiedzieć, że w udostępnionych po raz pierwszy prywatnych zbiorach Jego Wysokości Sheikha Hamdana Bin Mohammeda Bin Rashida Al Maktouma poza zdjęciami ciekawymi z perspektywy historycznej (Dubaj w latach 60-tych XX wieku), było kilka innych, na które warto zerknąć.  A to moje sugestie czego szukać:

  • Nasser Haji (UAE) – tutaj jego portfolio na 1x.com, zdjęcia społeczne i z tzw. przesłaniem.
  • Ahlam Al Ahmad (UAE) i jej cykl „Unutterable feminity” („Niewypowiedziana kobiecość”). Niestety, nie mogę znaleźć strony. Poniżej jedno zdjęcie kilku prac: kobiety w maskach. Można powiedzieć, że pomysł nie nowy, ale, po pierwsze, nie zapominajmy z jakiej kultury wywodzi się fotografka, po drugie technika świetna i zdjęcia „gadają” do odbiorcy.
  • Amani Al Shaali – młoda (26 lat) fotografka z UAE. I tu fotografia na zupełnie innym poziomie i tematyce. Zbliżona do europejskiej, fotografia z pomysłem, opowiadająca historie. Trochę mi przypomina zdjęcia Anki Zhulavlevej. No i link do strony jest.
  • Shaimaa Alaa – fotografka z Egiptu, jej portfolio na 500px.com. Niestety większość zdjęć na portfolio trochę słabsza niż to, które mnie ujęło na wystawie (poniżej, kobieta na ławce).
  • Lubna Abd El-Aziz – surrealistyczna i opowiadająca historie fotografia, link do artykułu i kilku prac tutaj.
  • Marwa Adel – egipska fotografka, prawdziwy kąsek na koniec, link do portfolio tutaj. Bardzo nowoczesna fotografia, również naznaczona kulturowo, jako jedyna  z powyższych mocno korzysta z wszystkich możliwości, jakie daje fotografia cyfrowa, tworząc własną rzeczywistość, ale nie mająca nic wspólnego z bajkowym światem fotografii pozostałych trzech fotografek. Zachęcam do zajrzenia na jej stronę.

 

A i czy ja już wspomniałam, że w osobnym pawilonie była również wystawa „HOT” Mario Testino? Nie? No cóż, była. To był ciekawy dzień.

Wpis zrobił się długi. Ale jak napisać krótko o wystawie, na której było 700 zdjęć? Krótko byłoby tak: jeżeli ktoś jest jutro w Dubaju, warto zajrzeć. Jakość zdjęć we wpisie wybaczcie. One mają was jedynie zachęcić do zajrzenia na strony autorów.

 

Read Full Post »

A właściwie nie tylko zdjęcia, ale wystawa poświęcona całej działalności Zdzisława Beksińskiego. 50 obrazów, 100 rysunków i 100 zdjęć. Fanem rysunków nie jestem. Kilka obrazów mnie zatrzymało, przyciągając. Ale pewnie nie takie, które z Beksińskim kojarzą się najczęściej.

Mój ulubiony to:

źródło: http://beksinski.dmochowskigallery.net/galeria_karta.php?artist=1&picture=2242

Ale miało być o zdjęciach.

Te również możecie obejrzeć w galerii: http://beksinski.dmochowskigallery.net/galeria_obrazy.php?artist=34

Co więcej zamieszczony jest tam felieton Beksińskiego z roku 1958go, w którym zastanawia się nad przyszłością fotografii, wychodząc z założenia, że w tym, co nazwane jest artystyczną fotografią reportażową wszystko już było. A przyszłość ową, widział, choć nie z przekonaniem m.in. w tworzeniu zestawów. Wychodząc z założenia, że pojedyncze zdjęcie, poza możliwością wyboru jakiego dokonuje fotograf nie daje mu dużej możliwości wypowiedzi, proponował wykorzystywanie zdjęć jak liter alfabetu, z których można tworzyć pełne zdania, A przez to komunikować naszą interpretacje rzeczywistości. Zachęcam do przeczytania pełnego tekstu.

A moje wrażenia? Zdjęcia Beksińskiego? Jak zwykle wrażenia mieszane. Część zdjęć podpisana nazwiskiem nijakim, zapewne nigdy nie znalazłaby się w żadnej galerii. Ale w części z nich było coś, o zatrzymywało oko. Poszukiwanie formy, geometrii. Kształty, tekstury, zależności przedmiotów i kształtów w przestrzeni. W jakiś sposób te zdjęcia łączyły mi się w głowie z Bressonem. Ale tylko i wyłącznie poprzez geometrię. Bo brak na nich historii ludzkich, które tak bardzo opowiadał Cartier-Bresson. Zdjęcia Beksińskiego są drobnymi, oddzielonymi od siebie, fragmentami rzeczywistości. Czasem przypadkowymi, czasem zaplanowanymi. Jak wtedy gdy bawi się z odbiciami w wielu kawałkach stłuczonego lustra.

Jeżeli przyjmiemy, ze w fotografii wszystko już było – te zdjęcia zawsze mogą stać się inspiracją do własnych ćwiczeń, zabaw fotograficznych lub dyskusji z rzeczywistością Beksińskiego.

A jeśli ktoś chce zobaczyć wystawę – musi się spieszyć. Wystawa tylko do 20 listopada, na Mazowieckiej, w Domu Artysty Plastyka.

Read Full Post »

Na zakończenie „Decydującego momentu” Henri Cartier-Bresson, mówi, że ośmiela się definiować fotografię jedynie dla siebie, że oprócz tej, którą on praktykuje, istnieje wiele innych. Fotografię aranżowaną uważał jednak za manipulację rzeczywistości, a więc zjawisko, którego nie akceptował. Dyskusje dotyczące miejsca fotografii pomiędzy sztukami plastycznymi traktował jako akademickie. Pisał:

„Fotografia to natychmiastowa reakcja, malarstwo jest medytacją” (The Minds Eye’s, str. 45)

Czy dlatego pod koniec życia zarzucił fotografię na rzecz malarstwa? Powiedział kiedyś – wspomina o tym Susan Sontag – że fotografia stała się „zbyt szybka”. Wygląda przy tym, że to właśnie studia malarskie z młodości sprawiły, iż w taki, a nie inny sposób postrzegał świat. Zachwyca mnie malarskość jego najlepszych zdjęć. Kompozycja obrazu, która mogłaby powstać w umyśle malarza. Pamiętam jednak, że mimo „malarskiego” spojrzenia Cartier – Bresson był zdecydowanie przedstawicielem fotografii realistycznej, reportażowej – reagującej na świat zewnętrzny.

Moje podejście do fotografii jest inne. Jestem przekonana, że fotografia może nie tylko „chwytać chwile”, ale też przetwarzać rzeczywistość, a nawet tworzyć ją. Tworzyć obrazy będące wyrazem pewnych emocji – wynikiem „medytacji”. Fotografia jest malowaniem światłem, kolorem, nastrojem. A to, co maluję (fotografuję) pochodzi albo z rzeczywistości, choć często nie jest jej wierną kopią, albo z umysłu. Z tego, co przeczytałam, co mnie poruszyło, wywołało obrazy pod powiekami.

Oba rodzaje fotografii, dokumentalna i „artystyczna”, mają inne środki i cele, jednak trudno oceniać je w tych samych kategoriach i stawiać w jednym rzędzie. Oczywiście pewne kryteria, czy zasady tworzenia są wspólne dla obu rodzajów: kompozycja obrazu, znaczenie koloru, mocne punkty. Od fotografa zależy, z czego chce w danym momencie skorzystać, uznając, że wesprze i wzmocni to jego wizję. Powiem więcej, w fotografii będącej „medytacją” fotograf ma większy wybór środków. Może „zatrzymać” czas, budując kompozycję zdjęcia, lub przetworzyć je później tak, aby przekazywało zamierzony komunikat, emocje.

Jest jeszcze kwestia definicji. Fotografia „artystyczna”. Kiedy się zaczyna? Kiedy fotografia jest sztuką, jeżeli zdecydowana większość zdjęć zalewających świat taką sztuką nie jest? I czy kiedykolwiek nią jest?

 „Choć fotografia prowadzi do powstawania dzieł, które można nazwać dziełami sztuki – wymaga subiektywizmu, może kłamać, może dostarczać przyjemności estetycznej – nie jest nawet w pierwszym rzędzie formą sztuki. Podobnie jak język, jest środkiem, dzięki któremu (między innymi) można tworzyć dzieła sztuki. (…) Choć sama w sobie nie jest formą sztuki, ma szczególną właściwość zamiany wszystkich swoich tematów w dzieła sztuki.” (Susan Sontag, „O fotografii”)

Wciąż o tym myślę.

Read Full Post »

Patrząc na zdjęcia Cartiera–Bressona, oczywistym staje się, że kompozycja, jej harmonia i geometria były kluczowe dla jego sposobu widzenia. Twierdził, że jeżeli zdjęcie ma komunikować rzeczywistość z pełną intensywnością, to muszą być rygorystycznie zachowane relacje jej form. Aparat jedynie notuje to, na czym skupił się wzrok – fragment rzeczywistości. Wyboru dokonuje oko, które musi widzieć rytm w otaczającym świecie. Fotograf pracuje z ciągłym ruchem.

Jednak pośrodku ruchu jest jeden moment, w którym poruszające się elementy są w równowadze. Fotografia musi schwytać taki moment i unieruchomić (…).

Również nasze oko jest w ciągłym ruchu. To od fotografa, małego ruchu głowy, przyklęknięcia, czy przesunięcia się o milimetr w prawo bądź w lewo, zależy zbieżność linii, perspektywa, ilość szczegółów, które pojawią się na zdjęciu. Co ciekawe, Cartier – Bresson uważał, że kompozycja zdjęcia zajmuje fotografowi niewiele więcej czasu niż samo zwolnienie migawki. Jest to kwestia refleksu – odruchowej reakcji. Dopiero potem, po wywołaniu zdjęcia, jeżeli było ono zrobione w „decydującym momencie”:

możesz (…) śledzić na nim figury geometryczne, (…) i zaobserwujesz, że (…) instynktownie utrwaliłeś wzór geometryczny, bez którego fotografia byłaby zarówno bezkształtna, jak i pozbawiona życia.

To forma, nie kolor, była dla niego najważniejsza. Pozostał zresztą do końca zwolennikiem fotografii czarno-białej. Obawiał się, że kolor może zaszkodzić jasności przekazu, jakie niesie zdjęcie (w przeciwieństwie do czarno-białego obrazu, który przez brak koloru staje się abstrakcją). Mimo zastrzeżeń sformułował kilka ciekawych uwag, dotyczących konieczności zmiany sposobu myślenia i podejścia do fotografii kolorowej, a także wykorzystania zasad wypracowanych przez impresjonistów. Sporo miejsca poświęcił również technicznym problemom z odwzorowaniem koloru (rok 1952), widząc w nich kolejny argument za fotografią czarno-białą.

Rozwój fotografii, według Cartiera-Bressona, jest związany z rozwojem jej techniki, która pozwala fotografom na poszerzanie własnej działalności. Z zastrzeżeniem.

Technika jest ważna jedynie w takim stopniu, w jakim musisz ją opanować, aby zakomunikować to, co widzisz. Twoja osobista technika musi zostać stworzona i dostosowana wyłącznie do tego, aby skutecznie oddać twoją wizję na filmie. Ale tylko wynik się liczy (…). Aparat jest dla nas [reporterów – przyp. M.K.] narzędziem, a nie śliczną, mechaniczną zabawką. Być może w precyzyjnym funkcjonowaniu mechanicznego przedmiotu istnieje nieświadoma kompensacja obaw i niepewności codziennych usiłowań. W każdym przypadku ludzie zbyt dużo myślą o technice, zamiast o patrzeniu. Wystarczy, jeżeli fotograf czuje się swobodnie ze swoim aparatem, i jeżeli jest on odpowiedni do pracy, jaką fotograf chce nim wykonać.

Na zakończenie Cartier-Bresson zaznacza, że chociaż poruszył różne zagadnienia związane z fotografią, mówił wyłącznie o jej jednym rodzaju. Podkreśla, że fotografia to również zdjęcie noszone w portfelu, fotografia reklamowa, jak i wiele innych fotografii będących pomiędzy tymi dwoma. O ile definiuje, czym jest fotografia, o tyle tworzy tę definicję jedynie dla siebie, nie dla wszystkich. Na zakończenie wyznaje:

Wierzę, że poprzez akt życia, odkrywanie siebie jest jednoczesne z odkrywaniem świata wokół nas, świata, który może nas formować, na który jednak również my wpływamy. Musi zostać ustanowiona harmonia pomiędzy tymi dwoma światami – tym wewnątrz nas i tym na zewnątrz. W rezultacie tego ciągłego, obustronnego procesu, oba te światy formują jeden. I to jest ten świat, który musimy zakomunikować. Ale to ma znaczenie jedynie dla treści fotografii. Dla mnie treść nie może być oddzielona od formy.

Read Full Post »

Czym jest reportaż fotograficzny? Według Cartiera-Bressona rzadko zdarza się, by pojedyncze zdjęcie miało w sobie taką siłę i bogactwo, aby opowiedziana została cała historia. Choćby dlatego, że elementy opowieści rozciągają się w czasie lub przestrzeni. Celem reportażu jest opisanie zdarzenia i przekazanie wrażeń. Fotograf musi wycinać fragmenty z „surowego materiału życia”, mając cały czas świadomość tego, co chce osiągnąć.

Rzeczy-takie-jakie-są oferują taką obfitość materiału, że fotograf musi strzec się pokusy zrobienia wszystkiego. (…) Dla fotografów istnieją dwa rodzaje selekcji i każdy z nich może prowadzić do ewentualnego żalu.

Wybory dokonywane są zarówno w momencie „wycinania” kawałka rzeczywistości kadrem, jak i później, podczas edycji. W trakcie pracy fotograf musi być pewien, że sfotografował wszystko, co jest niezbędne, nie pozostawił luk w historii. Musi pamiętać, że scena nie powtórzy się, nie ma możliwości przewinięcia jej do początku i sfotografowania brakujących elementów. Jednocześnie powinien unikać nadmiaru, który jedynie osłabi reportaż. Po wywołaniu zdjęć ważna jest ponowna selekcja – odrzucenie zdjęć dobrych, pozostawienie jedynie najsilniejszych.

Ze wszystkich środków wyrazu, fotografia jest tą, która utrwala na zawsze ściśle określony i ulotny moment. My, fotografowie, mamy do czynienia z rzeczami, które nieustannie znikają, a kiedy znikną, nie ma na ziemi takiego mechanizmu, który sprawiłby, że powrócą. Nie możemy wywołać i wydrukować pamięci. Pisarz ma czas na refleksję. Może zaakceptować i odrzucić, zaakceptować ponownie; i przed powierzeniem swoich myśli kartce papieru, jest w stanie powiązać kilka istotnych elementów razem. Ale dla fotografa to, co zniknęło, przepadło na zawsze. (…) Naszym zadaniem jest postrzegać rzeczywistość i niemal jednocześnie zapisywać ją w naszym szkicowniku, którym jest aparat.

Cartier-Bresson uważał, że robiąc zdjęcie zawsze jesteśmy intruzem. Dlatego do każdego tematu, nawet martwej natury, należy „skradać się na palcach”. Fotograf powinien mieć „aksamitną dłoń, sokole oko”. Ten zawód polega, jak żaden inny, na relacjach, dlatego wspomniana delikatność ważna jest szczególnie tam, gdzie fotografujemy ludzi.

Tematem zdjęcia może być wszystko, co nas otacza, łącznie z naszym „osobistym wszechświatem”.  Dlatego powinniśmy być „otwarci na to, co dzieje się w świecie, i uczciwi wobec tego, co czujemy”. Najmniejsza rzecz, fragment ludzkiego ciała, może, według Cartiera – Bressona stać się wspaniałym leitmotivem.

Temat nie składa się ze zbioru faktów, bo fakty same w sobie nie budzą dużego zainteresowania. Jednak poprzez fakty możemy osiągnąć zrozumienie zasad, które nimi rządzą, i być w stanie lepiej wybrać te zasadnicze, które komunikują rzeczywistość.

Spory fragment eseju poświęcony został portretowi – jego znaczeniu i zasadom, jakie powinny być stosowane. Wybrałam krótki cytat:

Decydujący moment i psychologia, nie mniej niż ustawienie aparatu, są głównymi czynnikami wpływającymi na zrobienie dobrego portretu.

(cdn.)

https://fotoimpresje.wordpress.com/2010/01/13/decydujacy-moment-%e2%80%93-henri-cartier%e2%80%93bresson-cz-ii/

Read Full Post »

Przed świętami odebrałam z księgarni Bookoff (www.bookoff.pl) „The Mind’s Eye” Henriego Cartiera-Bressona. Jestem przedstawicielem fotografii, o której mistrz już na początku pisze:

Fabrykowana” lub ustawiana fotografia nie obchodzi mnie. (…) Są dwie grupy: ci, którzy robią fotografię, która zostaje wcześniej zaaranżowana i ci, którzy wychodzą, aby odkryć i schwytać  obraz.

 Mimo to, znalazłam w „The Mind’s Eye” sporo inspirujących spostrzeżeń. Książka składa się z trzech części. Zbioru esejów i notatek o fotografii („The Camera as Schetchbook”), tekstów o cyklach zdjęć i miejscach („Time and Place”) oraz myśli, uwag i wspomnień dotyczących innych fotografów i przyjaciół („On Photographers and Friends”).

Eseje o fotografii to „The Mind’s Eye” i kultowy już chyba „The Decisive Moment”. Dziś o pierwszym z nich.

„Oko umysłu” mówi, czym fotografia była dla Cartiera–Bressona. Krótko? Szkicownikiem, w którym na gorąco można, a nawet należy chwytać, „szkicować” chwile za pomocą aparatu. Cartier–Bresson był przeciwnikiem aranżowania, fałszowania rzeczywistości, zarówno w momencie robienia zdjęcia, jak i po – w trakcie wywoływania. Poniżej kilka przetłumaczonych przeze mnie fragmentów.

Fotografowanie zdaje się być łatwą formą aktywności; w rzeczywistości jest to różnorodny i zagadkowy proces, w którym jedynym wspólnym mianownikiem pomiędzy praktykującymi go osobami jest ich instrument. (…) Aby „nadać znaczenie” światu, trzeba czuć się zaangażowanym w to, co obrysowujemy kadrem. Ta postawa wymaga koncentracji, dyscypliny umysłu, wrażliwości i poczucia geometrii (…). Robić zdjęcie to wstrzymywać oddech, kiedy wszystkie zdolności skupiają się w obliczu pierzchającej rzeczywistości. To ten moment, kiedy panowanie nad obrazem staje się ogromną fizyczną i intelektualną radością. Robić zdjęcie oznacza rozpoznać – jednocześnie i w ułamku sekundy – fakt sam w sobie i rygorystyczną organizację postrzeganej formy, która nadaje mu znaczenie. (…) To sposób wykrzyczenia (shouting), uwolnienia siebie, a nie udowodnienia, czy dowiedzenia swojej oryginalności. To sposób życia.

 „The Decisive Moment” to rozważania o tym, czym jest reportaż, jakich wyborów musi dokonywać fotograf. A także kilka zdań o elementach zdjęcia: temacie, kompozycji, kolorze, technice. W kolejnym wpisie postaram się zamieścić jeszcze kilka cytatów z komentarzem.

Read Full Post »