Feeds:
Wpisy
Komentarze

Posts Tagged ‘książka’

052_201508_K&K_IMGP2764-EditNiecodzienne w studio i przed moim obiektywem zagościło dwóch panów. Nowe doświadczenie dla mnie i dobra zabawa. Przedstawiam pierwszego z nich: Jakub Winiarski. W zanadrzu jeszcze parę innych bardziej mrocznych zdjęć – ale nie wszystko na raz.

 

Przy okazji warto wspomnieć, że we wrześniu wydawnictwo Prószyński wydaje podręcznik kreatywnego pisania Jakuba. Wiecej infroamcji znajdziecie tutaj: „Po bandzie”, oraz na stronie autorskiej: Literatura jest sexy.

 

 

 

Read Full Post »

Świat sprawia wrażenie jakby mijał. Świat dzieje się, rozwijany w poszczególne chwile, a ty przystajesz, żeby przelotnie spojrzeć na pająka, który przywarł do swojej sieci. Jest żwawość światła i poczucie wyrazistości konturów, po zatoce mkną zaś smugi ciekłego blasku. W mocny, słoneczny dzień, nazajutrz po sztormie, kiedy najmniejszy spadający listek przeszyty jest samoświadomością, dokładniej niż zwykle wiesz, ktoś zacz. Wiatr szumi wśród sosen, świat ma okazję zaistnieć – nieodwracalnie – a pająk jedzie na kołysanej wiatrem pajęczynie.

Udało się wam kiedyś zrobić zdjęcie takiej chwili? Wyrazistość konturów, smugi ciekłego blasku mknące po zatoce, wiatr wśród sosen. Mnie nie. Nie udało się. Ale opis mnie wciągnął, zaczął tworzyć w głowie obrazy, prawie fizycznie namacalne – bo tak intensywne. Cytat powyżej to pierwszy akapit książki Dona DeLillo „Performerka”. Ostatniego odkrycia. Choć jeżeli mnie zapytacie o czym jest ta książka – nie odpowiem. To ten rodzaj, który dla każdego może być czymś innym a historia jest jedynie tłem, momentami jej wcale nie ma. Po części jest o pamiętaniu i zapominaniu, o odejściu i stawaniu się sobą, znikaniu i stawaniu się odrębnym od kogoś, kogo już nie ma. Szukaniu i znajdowaniu. Kiedy ją skończyłam, postanowiłam przeczytać zakończenie raz jeszcze mając nadzieje, że znajdę to cos co mi umknęło i z jednoczesnym głębokim przekonaniem, że nawet, jeżeli przeczytam ją jeszcze 10 razy to nic się nie zmieni.

Polecam każdemu, kogo pociąga piękna językowo literatura, pozostawiająca więcej pytań niż odpowiedzi.

A zdjęcie tak intensywne w odczuci jak powyższy fragment – chciałabym kiedyś zrobić.

Read Full Post »

Jeżeli jak ja macie jeszcze trochę wolnego po świętach i szukacie czegoś do czytania, z chęcią polecę wam książkę. Lekką tym razem, dla wypoczynku. „Osobliwy don Pani Peregrine” – Ransoma Riggsa, to właśnie taka książka. Pełna akcji, tajemnicy i odrobiny niesamowitości. Ale ja sięgnęłam do niej przez zdjęcia. Zdjęcia osobliwe. Zdjęcia dziwnych dzieci – unoszących się w powietrzu, zaklętych w butelce, unoszących głazy lub trzymających kulę światła w dłoniach. Stare zdjęcia wyglądające jak te, które można wygrzebać na targach staroci.

Nie będę wam opowiadać historii. Mogę tylko powiedzieć, że ostatnio rzadko beletrystyka wciąga mnie tak, że nie mam ochoty odłożyć książki, a kiedy dobiegam do końca mam poczucie, że opowieść dopiero się rozpoczyna. I to trochę nieuczciwe, że historia kończy się tu i teraz. Ale oprócz fabuły zafascynowała mnie rola zdjęć w tej książce. Gdyż są one ściśle wpisane w opowieść, a dzieci widniejące na zdjęciach są jej bohaterami. I nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że autor na końcu podaje dodatkowa informację – wszystkie zdjęcia są prawdziwe, istnieją i są w posiadaniu kolekcjonerów. To niesamowite wykorzystanie zdjęć – swoją drogą bardzo dziwnych i tajemniczych. Bo to oznacza, że autor musiał przekopać się przez setki zdjęć będących w różnych archiwach, wybrać te, które mu pasują do głównego wątku i stworzyć postacie, które pasują do zdjęć i mają swoją historię na nich opartą. Wydało mi się to trochę niewiarygodne – zarówno ze względu na sam proces jak i niezwykłość zdjęć, że zaczęłam to sprawdzać. Szukałam w internecie nazwisk, które Ransom Riggs – autor – podał jako kolekcjonerów, z których to zbiorów owe zdjęcia pochodzą. I wyobraźcie sobie moje zdziwienie, kiedy ich znalazłam. Istnieją i zajmują się kolekcjonowanie starych zdjęć. Wiec to wszystko prawda?

Tych, którzy trochę chcieliby wciągnąć się w klimat książki zapraszam do obejrzenia traillera (tak!). A swoją drogą – mam poczucie, że ta książka ma ogromny potencjał na film i ciąg dalszy. Zobaczymy, może ….

Trailer: „Osobliwy dom Pani Peregrine”

Read Full Post »

(…) to, czym jest nasze życie, zawiera się zasadniczo w doświadczeniach związanych z pracą, z troską o to, co posiadamy, oraz z tym, czym się zajmujemy w wolnych chwilach.  Toczy się ono w kręgu tych spraw, to zaś, w jaki sposób dokonujemy wyboru zajęć i jak do nich przystępujemy, decyduje o tym, czy sumą dni naszego życia będzie chaotyczna mgławica, czy coś bliskiego dziełu sztuki.

To fragment „Uroku codzienności”, książki mówiącej o teorii przepływu i wykorzystania jej dla polepszenia  codziennego życia. Nie będę się powtarzać – całą teorie Michaly’ego Csikszentmihalyi (w skrócie i z podsumowaniem) znajdziecie tutaj.

http://www.literaturajestsexy.pl/mihaly-csikszentmihalyi-mix/

Pomyślcie kiedy ostatnio i przy jakiej czynności czuliście, że żyjecie, czuliście uniesienie, skupienie, upływ czasu nie miał znaczenia. Czy można tak zorganizować swoje życie, by to uczucie towarzyszyło nam jak najczęściej?

Read Full Post »

Kreta, błękitne niebo, słońce, leżak, basen. I w takiej oto, wakacyjnej scenerii, moja duma dostała pstryczka w nos. I to od kogo? Od Gombrowicza. Czytałam trzeci tom jego dzienników, kiedy dotarłam do rozważań nad problemem, który spędzał sen z powiek Sartrowi. Jak można uznać istnienie drugiego człowieka, skoro z punktu ścisłego, filozoficznego myślenia, istnienie tego drugiego jest niemożliwe. Tu opadły mi ręce, zaczęłam nawet myśleć, że niektórzy nie mają co robić, przewróciłam stronę i co przeczytałam? „Ignorantom dla których filozofia jest kupą bredni, bo nic nie rozumieją, pozwolę sobie zwrócić uwagę, że nad analogiczną sprzecznością łamią sobie głowę np. fizycy (…).Wszędzie, wszędzie najgłębsza myśl człowieka rozbija się o tę samą dwoistość interpretacji, wewnętrznie nie do pogodzenia. I dlatego człowiek jest dla siebie taką tajemnicą.” Z pokorą przyjęłam naganę i postanowiłam, że nie będę się tym martwić. Widać nie każdemu jest dane zrozumieć filozofów. Umówmy się, że mam inne zalety.

Ale, jakiś rok później wpadła w moje ręce książka pod tytułem: „Kim jestem? A jeśli już to na ile?” Dopisek pod tytułem „Podróż filozoficzna” skutecznie zniechęcał mnie przez ponad pół roku do jej otwarcia. Raz można dowiedzieć się, że jest się durniem i ignorantem, ale nikt nie lubi powtarzać takiego doświadczenia. No, ale odwaga jest ważna – postanowiłam więc pewnego dnia sprawdzić czy jednak jestem w stanie zrozumieć choć poszczególne zdania. Takie przełamywanie oporów, wiecie? Małe kroczki. I co ciekawe – nie tylko zrozumiałam zdania, ale książka mnie wciągnęła. I z głębokim przekonaniem polecam ją każdemu, komu wydawało się, że nigdy nie będzie w stanie pojąć teorii, które przez wieki były tematem gorących dyskusji filozofów. Richard David Precht podjął się zadania niebagatelnego. Podsumował w sposób przystępny większość teorii filozoficznych i co ciekawsze – zderzył je ze współczesnymi odkryciami medycyny – a w szczególności neurobiologii. Książka podzielona jest na 3 części – odpowiadając kolejno na pytania: co możemy o sobie wiedzieć? W jaki sposób poznajemy świat? Jak działa mózg, czym są nasze uczucia, pamięć, podświadomość? W jaki sposób język, którym się posługujemy kształtuje naszą rzeczywistość? Druga część stara się odpowiedzeć na pytanie: co powinienem czynić? A więc, czym, jaką etyką i moralnością powinniśmy się kierować. Czy ośrodek moralności jest w mózgu? Czy bycie dobrym jest opłacalne? Gdzie są granice naszych działań? Eutanazja, inżynieria genetyczna? Cześć trzecia to próba dowiedzenia się, na co wolno mieć nadzieję? Czy istnieje jest Bóg, wolność, sprawiedliwość, szczęście, własność? Czym są? Czy życie ma sens?

Zdecydowanie mocną stroną książki, oprócz przystępności jest ujęcie każdego tematu z wielu punktów widzenia: filozofii, biologii, neurobiologii, psychologii. A jednak, mimo kompleksowości informacji, książka nie odpowiada na wszystkie pytania, co więcej może zmusić do przemyśleń nad tymi stronami życia, nad którymi nigdy się nie zastanawialiście. Ale warto.

Read Full Post »

Zawsze słyszałam, że film jest młodszą siostrą fotografii. Ale i od młodszej siostry można się uczyć. Ostatnio przeczytałam „Sztukę filmową” Davida Bordwella i Kristin Thompson. Może nie całą, opuściłam rozdziały o pisaniu scenariusza i gatunkach filmowych, ale już inne, dotyczące formy filmowej i jej elementów, składników inscenizacji, ustawienia światła, montażu filmowego wciągnęły mnie i kazały się zastanowić, na ile świadomie planuję swoje zdjęcia. Jak piszą autorzy: „forma ma podstawowe znaczenie w każdym dziele sztuki”.

Użyta w tekście definicja formy to „całościowy system relacji, które możemy dostrzec między elementami w filmie”. Lub – jak czytałam to na swoje potrzeby – w fotografii. A więc elementy inscenizacji: światło, scenografia; rodzaj wykorzystanego materiału fotograficznego i jego obróbka, użyte motywy, powtórzenia, kolory. A także treść dzieła, które należy do jego całości i tylko w całości formy powinno być rozpatrywane. To wszystko stanowi wyzwanie dla umysłu widza, który poszczególnym elementom nadaje znaczenie. I dlatego jego również należy uwzględniać podczas planowania.

Umysł nigdy nie odpoczywa. Ciągle szuka porządku i znaczenia, badając świat pod kątem odstępstw od wyznaczonych wzorców.

Jednak odbiór jest indywidualny, bo zależny od doświadczenia życiowego widza, kultury, w której został wychowany, jego wcześniejszych kontaktów ze sztuką. Ten zbiór doświadczeń tworzy oczekiwania, które obraz może spełniać lub nie, powodując różne uczucia, od zadowolenia i przyjemności po zdziwienie i szok. Jednak kryterium oceny nie powinno być zaspokojenie oczekiwań widza. Autorzy podają trzy kryteria, które pomagają ocenić dzieło: spójność, złożoność i oryginalność. Czy przyglądaliście się pod tym kątem swoim pracom?

Wracając do formy. Ważne, by tworząc obraz wykorzystywać poszczególne elementy formy świadomie. Raz za razem zadając sobie pytanie, co domaga się obecności danego elementu w obrazie? Każdy użyty element powinien mieć swoje uzasadnienie.

Szczególnie zaciekawił mnie rozdział poświecony inscenizacji, a więc temu, na co autor ma wpływ i co kontroluje podczas tworzenia obrazu. Inscenizacja to scenografia, światło, kostiumy, zachowanie aktorów. Te elementy są często oceniane pod kątem realizmu, co nie powinno nas ograniczać. Celowe przerysowania mogą być świadomie wykorzystane dla wzbudzenia określonych emocji, czy podkreślenia przekazu.

Scenografia to miejsce – scena, na tle której opowiadamy historię. Tu podstawowe pytania dotyczą tego, na ile ma ona być rzeczywista, a na ile tworzona przez autora – np. sztuczna sceneria w studio, czy rzeczywistość w plenerze. Jeżeli sztuczna, to na ile wzorowana na rzeczywistej? Ma być minimalistyczna, czy dominować na obrazie? Znaczącą rolę podczas tych rozważań pełni również kolor – sceny, kostiumów. Jest on kluczowy ze względu na tworzenie nastroju, zwrócenie uwagi na poszczególne elementy, łączenie poszczególnych ujęć (np. zdjęć w cyklu).

Kolejny, a dla mnie najważniejszy element każdego obrazu to światło. Cudownie o świetle mówił Fellini, którego cytuję tutaj: https://fotoimpresje.wordpress.com/2010/02/25/swiatlo-wedlug-felliniego/

A co o świetle w książce? Przede wszystkim pokazane na przykładach rodzaje oświetlenia, łącznie z nastrojem, jaki tworzą poprzez odpowiednie dobranie źródła, kierunku, koloru i jakości światła. Możliwości i konsekwencje wykorzystania światła rysującego i dopełniającego, wysokiego i niskiego klucza, w różnych konfiguracjach. Nie będę tego streszczać – tylko z przykładowymi zdjęciami z filmów omówionymi w treści, uwagi w książce są pełnowartościowe i podpowiadają nowe rozwiązania.

Co jeszcze znajdziecie tu dla siebie? Przykłady aranżacji przestrzeni obrazu, wykorzystania perspektywy, różnego rodzaju obiektywów i ich cech, sposobów kadrowania i montażu (to ostatnie kazało mi się zastanowić nad sposobem budowania opowieści w cyklu fotograficznym).

Oczywiście można powiedzieć, że wszystko jest tu poruszone dość powierzchownie, bo z każdego z rozdziałów można by napisać osobną książkę, a światło jest sto razy dokładniej omówione w wielu książkach o fotografii. A ja i tak uważam, że warto. Może dlatego, że to nie jest książka o fotografii czy świetle dla fotografów, ale książka o tworzeniu filmów. To powoduje, że autorzy patrzą na to wszystko z innego punktu. I tak jest ciekawie. Dodatkowy atut to wiele kadrów z filmów wartych poznania.

I na koniec, z ciekawości, pytanie. Czy kiedykolwiek, tak naprawdę szczegółowo zaplanowaliście zdjęcie, zastanawiając się nad uzasadnieniem każdego użytego elementu jego formy? Czy mają uzasadnienie? Czy tworzą spójne dzieło? Ja chyba nie. Ale muszę spróbować.

D. Bordwell, K. Thompson, „Film art. Sztuka filmowa. Wprowadzenie”. Wydawnictwo Wojciech Marzec, 2010.

Read Full Post »

Wpadała mi w ręce książka Davida Lyncha „W pogoni za wielką rybą. Medytacja, świadomość i tworzenie.” Dziwna książka. Ale czego spodziewać się po twórcy „Miasteczka Twin Peaks”? Książka zaskoczyła mnie formą – rozdziały są tu w konwencji opowiadań Zen, prostych i krótkich. Historie dotyczą twórczości Lyncha, inspiracji, sposobu pracy, powstawania filmów, pomysłów. To może zaciekawić przyszłych reżyserów. Rozdziały zatytułowane „Muzyka”, „Obsada”, „Próba”, „Ostateczna wersja montażowa”. Jest też sporo uwag o procesie tworzenia, inspiracjach, korzystaniu z intuicji. Na tych skupiłam się ja – poszukująca źródła kreatywności Pani Fotograf, jak określają mnie czasem modelki w komentarzach na MaxModels. Mniejsza z tym. Źródłem wszystkiego dobrego, nie tylko kreatywności, jest według Lyncha medytacja. Nie medytacja sama w sobie, ale to, do czego ona prowadzi – do poszerzenia świadomości.

Małe rybki pływają tuż pod powierzchnią, a te duże – głęboko. Jeżeli możesz powiększyć zbiornik, w którym łowisz – własną świadomość – uda ci się złowić większe ryby.(…) Można łowić pomysły na głębszym poziomie. Tam nie ma barier dla twojej kreatywności. Życie przypomina wtedy fantastyczną zabawę.

Świadomości, z której możemy czerpać, która nas uspokaja, otwiera i wyostrza intuicję.

Życie przesycone jest abstrakcją i możemy coś z niego zrozumieć jedynie dzięki intuicji. Intuicja to ujrzenie rozwiązania – ujrzenie i poznanie go. Jest połączeniem emocji i intelektu.

Jednak wszystko zaczyna się od pragnienia.

Pragnienie wymyślenia czegoś jest jak przynęta. Kiedy wędkujesz musisz wykazać się cierpliwością. Zakładasz przynętę na haczyk i czekasz. Owo pragnienie jest przynętą, która przyciąga ryby – nasze pomysły. Piękne jest to, że kiedy udaje ci się złowić jedną rybę, która ci się podoba, nawet, jeżeli jest tylko małą rybką – fragmentem pomysłu – ta ryba przyciągnie inne i wszystkie złapią się na ten sam haczyk. Wtedy jesteś już w domu. Dochodzą kolejne fragmenty i wyłania się całość. Wszystko zaczyna się jednak od pragnienia.

A jak już mamy pomysł? To intuicja mówi nam, czy dobrze go realizujemy.

Pomysł jest wszystkim. Jeżeli pozostaniesz mu wierny, powie ci wszystko, co jest ci w gruncie rzeczy potrzebne. Po prostu musisz dążyć do tego, żeby wszystko wyglądało tak, jak w Twoim pomyśle, żeby wszystko robiło takie samo wrażenie, żeby brzmiało tak samo – żeby wszystko było identyczne.

Znajdziemy tu również kilka bardzo praktycznych spostrzeżeń dla twórców. Na przykład, jeżeli chcemy godzinę malować, to powinniśmy wiedzieć, że potrzebujemy czterech godzin na przygotowania, przemyślenia – wolność dla twórcy oznacza więc możność poświęcania czasu na to, co dla niego dobre, ze świadomością, że niewiele poza tym go zostaje. Każdy twórca – to inna jeszcze, prosta, ale jakże trafna uwaga – potrzebuje warsztatu, miejsca, w którym może tworzyć – czy to jest pokój z komputerem czy warsztat stolarski. Inaczej nasze pomysły się marnują. To banalne stwierdzenia, ale prawdziwe, czyż nie? Lynch pisze również trochę o tym, jak szkodliwa dla kreatywności jest złość. Porównuje ją do imadła oraz gorsetu. Dlatego, pisze, „powinniśmy cieszyć się jak szczeniaki merdające ogonkami. Życie powinno przynosić nam radość.”

Dla fanów „Miasteczka Twin Peaks” jest rozdział „Pudełko i klucz”. Najkrótszy:

Nie mam pojęcia, czym są.

Podobno wiecie, o co tu chodzi.

Read Full Post »

Older Posts »