Feeds:
Wpisy
Komentarze

Posts Tagged ‘książki’

Na wakacje do Hiszpanii pojechały ze mną książki. Dawno nie miałam tak dużo czasu na czytanie. Wiec polecam:

Cees Noteboom i jego „Drogi do Santiago”. Jeżeli ktoś zachwycił się „Martwą naturą z wędzidłem” Herberta, również ta pozycja spełni jego oczekiwania. Połączenie gawędziarskiego podejścia do historii i sztuki, opisu podróży przez kraj (tu Hiszpanię) i jego miejsca ukryte przed przewodnikami turystycznymi, z ogromną wrażliwością i poetyckością opisu.

Michal Ajvaz „Inne miasto”, łącznie ze zbiorem opowiadań „Powrót starego warana”. Surrealistyczne opowieści z życia pisarza, pełnie nierzeczywistych miejsc, zakrętów zdarzeń, oraz zwierząt pojawiających się niespodzianie w szufladzie, bibliotece czy w tramwaju sunącym po praskiej ulicy. To książka, którą, jeżeli czytasz na leżaku na d basenem i uśniesz w słońcu, sprawia, że nie wiesz, gdzie zaczyna się sen a kończy jawa. Czy jeszcze czytasz, czy to już twój rozpalony i śpiący umysł dopowiada dalsze historie.

Ale też kilka bardziej konkretnych pozycji: „Strategie sukcesu” Altmana, Dan Ariely i jego „Zalety irracjonalności”, „Mindset” Carol Dweck. No i dla kontrastu, ta, do której wróciłam „Jestem Baba” Anny świrszczyńskiej – zbiór wierszy. Aaaa, i jeszcze „Przygody damskiego fryzjera”. Jak mogłam zapomnieć. Zawsze staram się brać książke, która dzieje się w miejscu, do którego jadę. A więc – Barcelona.

Ale, żeby nie było, że leżenie nad basenem z książką było moim jedynym zajęciem – poniżej zdjęcia.

Read Full Post »

Nieadekwatnie lekko. To przyszło mi do głowy po przeczytaniu książki Ulli-Carin Lindquist – „Wiosłować bez wioseł”. Nieadekwatnie lekko o umieraniu. Bo można powiedzieć, że jest to opowieść o umieraniu. Umieraniu kobiety w pełni życia, w biegu, której ciało zaczęło stawiać opór, odmawiać posłuszeństwa. Diagnoza – SLA – stwardnienie boczne zanikowe. Wydawałoby się – nieadekwatnie lekko o śmierci. Ale to nie jest książka o śmierci. To książka o cierpliwości, która w języku arabskim znaczy tyle samo co kaktus – „wytrzymać pragnienie”. Opowieść o pożegnaniach, odchodzeniu, ale też o uczeniu się życia od nowa, czerpaniu radości z drobnych przyjemności. Nieadekwatnie lekko podana prawda o wadze każdej chwili, umiejętności śmiania się, słuchania przyjaciół, kochania, zachodach słońca podarowanych, jako prezent na imieniny, oddychaniu świeżym powietrzem, smaku ostatniego posiłku. Niesentymentalnie.

Autorka sama o sobie pisze, że zawsze mówiła sobie potem, później, kiedyś, najpierw tylko muszę….  Swoją drogą zastanawiające, że ludzie, którzy jak autorka stanęli przed ściśle odmierzonym czasem, który dodatkowo znacznie obniża jakość życia bo wiąże się z postępującym paraliżem, potrafią znacznie bardziej doceniać każdą sekundę życia. Jak pisze: „Właśnie teraz, gdy jestem śmiertelnie chora, potrafię przeżywać chwile szczęścia. (…) Śmierć zbliżyła mnie do życia”.  Tylko czy trzeba na nią czekać, by zrozumieć to wszystko?

Potem się zastanowię. Najpierw muszę jeszcze ….

Polecam: Ulla- Carin Lindquist „Wiosłować bez wioseł”

Read Full Post »

Ostatnio czytałam książkę Goncalo M. Tavaresa „Panowie z dzielnicy”.

Dla zachęty kilka opowiastek poniżej:-)

Piękno

W jednym mieście pojawiła się pewnego dnia tęcza i nie chciała zniknąć. Przez cały rok widniała w tym samym miejscu na niebie. Stała się nudna.
Wreszcie pewnego dnia tęcza znikła i niebo stało się jednostajnie ciemnoszare. Rozentuzjazmowane dzieci z tego miasta wskazywały na szare niebo i krzyczały do siebie:
– Patrzcie, jakie piękne.
(str. 145 Pan Brecht)

Przyjaciel
Był raz pewien młodzieniec o bardzo biernym podejściu do życia. Godził się na wszystko, co kazali mu przełożeni. Drażnił ich jednak, ponieważ był lizusem.
Obcięli mu język. Przestał się podlizywać.
Potem obcięli mu palce. Przestał pisać teksty pochwalne.
Aż któregoś dnia zaczął bić głową w stół, mówiąc alfabetem Morse’a do swoich przełożonych:
– Jeszcze jeden taki numer a stracicie przyjaciela.
(str. 151 Pan Brecht)

Turyści
Biuro podróży pomyliło się i turyści wylądowali w samym środku wojny.
Świeciło słońce, a skoro już mieli kremy do opalania i kostiumy kąpielowe, rozsiedli się na hotelowych tarasach, wystawiając ciała na cieplutkie promienie, podczas gdy wokół rozbrzmiewały odgłosy bomb i wystrzałów.
Skoro już mieli mapy i plany miasta, postanowili zrobić kilka wycieczek i zwiedzić ruiny budynków, porównując je z nieaktualnymi informacjami w przewodniku turystycznym.
Skoro już mieli na szyjach aparaty fotograficzne, postanowili zrobić zdjęcia zwłokom zaścielającym ulice.
(str. 152 Pan Brecht)

Read Full Post »

Zen a fotografia

  „W umyśle początkującego jest wiele możliwości, w umyśle eksperta – parę”  To cytat z książki „Umysł zen, umysł początkującego”  Suzuki Shunryu.

Przyjaciel podpowiedział mi, że książkę tę można czytać pod kątem każdej działalności, jaką się prowadzi – jest uniwersalna. Czy to jest praktykowanie zen, pisanie książek, czy robienie fotografii. Wystarczy próbować zastąpić słowo zen występujące w tekście tym czym się zajmujemy. I czerpać ze studni mądrości.

Spróbowałam i wynik zaczął mnie fascynować. Już pierwszy cytat – ten u góry w odniesieniu do fotografii ma sens. Choć przewrotny. Czy to, że wiem coraz więcej o fotografii i oglądam coraz więcej zdjęć – ogranicza mnie czy stymuluje?

 W kolejnych wpisach znajdą się fragmenty książki „przetłumaczone” przeze mnie na fotografię – dość swobodna ich interpretacja.

Read Full Post »