Feeds:
Wpisy
Komentarze

Posts Tagged ‘zen’

Wpadała mi w ręce książka Davida Lyncha „W pogoni za wielką rybą. Medytacja, świadomość i tworzenie.” Dziwna książka. Ale czego spodziewać się po twórcy „Miasteczka Twin Peaks”? Książka zaskoczyła mnie formą – rozdziały są tu w konwencji opowiadań Zen, prostych i krótkich. Historie dotyczą twórczości Lyncha, inspiracji, sposobu pracy, powstawania filmów, pomysłów. To może zaciekawić przyszłych reżyserów. Rozdziały zatytułowane „Muzyka”, „Obsada”, „Próba”, „Ostateczna wersja montażowa”. Jest też sporo uwag o procesie tworzenia, inspiracjach, korzystaniu z intuicji. Na tych skupiłam się ja – poszukująca źródła kreatywności Pani Fotograf, jak określają mnie czasem modelki w komentarzach na MaxModels. Mniejsza z tym. Źródłem wszystkiego dobrego, nie tylko kreatywności, jest według Lyncha medytacja. Nie medytacja sama w sobie, ale to, do czego ona prowadzi – do poszerzenia świadomości.

Małe rybki pływają tuż pod powierzchnią, a te duże – głęboko. Jeżeli możesz powiększyć zbiornik, w którym łowisz – własną świadomość – uda ci się złowić większe ryby.(…) Można łowić pomysły na głębszym poziomie. Tam nie ma barier dla twojej kreatywności. Życie przypomina wtedy fantastyczną zabawę.

Świadomości, z której możemy czerpać, która nas uspokaja, otwiera i wyostrza intuicję.

Życie przesycone jest abstrakcją i możemy coś z niego zrozumieć jedynie dzięki intuicji. Intuicja to ujrzenie rozwiązania – ujrzenie i poznanie go. Jest połączeniem emocji i intelektu.

Jednak wszystko zaczyna się od pragnienia.

Pragnienie wymyślenia czegoś jest jak przynęta. Kiedy wędkujesz musisz wykazać się cierpliwością. Zakładasz przynętę na haczyk i czekasz. Owo pragnienie jest przynętą, która przyciąga ryby – nasze pomysły. Piękne jest to, że kiedy udaje ci się złowić jedną rybę, która ci się podoba, nawet, jeżeli jest tylko małą rybką – fragmentem pomysłu – ta ryba przyciągnie inne i wszystkie złapią się na ten sam haczyk. Wtedy jesteś już w domu. Dochodzą kolejne fragmenty i wyłania się całość. Wszystko zaczyna się jednak od pragnienia.

A jak już mamy pomysł? To intuicja mówi nam, czy dobrze go realizujemy.

Pomysł jest wszystkim. Jeżeli pozostaniesz mu wierny, powie ci wszystko, co jest ci w gruncie rzeczy potrzebne. Po prostu musisz dążyć do tego, żeby wszystko wyglądało tak, jak w Twoim pomyśle, żeby wszystko robiło takie samo wrażenie, żeby brzmiało tak samo – żeby wszystko było identyczne.

Znajdziemy tu również kilka bardzo praktycznych spostrzeżeń dla twórców. Na przykład, jeżeli chcemy godzinę malować, to powinniśmy wiedzieć, że potrzebujemy czterech godzin na przygotowania, przemyślenia – wolność dla twórcy oznacza więc możność poświęcania czasu na to, co dla niego dobre, ze świadomością, że niewiele poza tym go zostaje. Każdy twórca – to inna jeszcze, prosta, ale jakże trafna uwaga – potrzebuje warsztatu, miejsca, w którym może tworzyć – czy to jest pokój z komputerem czy warsztat stolarski. Inaczej nasze pomysły się marnują. To banalne stwierdzenia, ale prawdziwe, czyż nie? Lynch pisze również trochę o tym, jak szkodliwa dla kreatywności jest złość. Porównuje ją do imadła oraz gorsetu. Dlatego, pisze, „powinniśmy cieszyć się jak szczeniaki merdające ogonkami. Życie powinno przynosić nam radość.”

Dla fanów „Miasteczka Twin Peaks” jest rozdział „Pudełko i klucz”. Najkrótszy:

Nie mam pojęcia, czym są.

Podobno wiecie, o co tu chodzi.

Read Full Post »

Wróciłam do lektury Zen of Creativity. Dużo miejsca autor poświęcił ukazaniu zasad zen w odniesieniu do sztuki i estetyki. A także, co dla mnie w tym momencie ciekawsze – przełamywaniu blokad, ograniczeń. Loori pisze, że bariery mogą pojawiać się zarówno ze zbyt małej jak i zbyt dużej ilości wiedzy. Z uczuć, które się w nas gromadzą: lęku, gniewu, zwątpienia, uprzedzeń, wahania. Niezależnie od tego, co w danym momencie przeszkadza nam najbardziej, możemy nad tym pracować tylko wtedy, jeżeli jesteśmy tego świadomi.

Loori proponuje przy tym ćwiczenie, które przedstawiam tu trochę w uproszczeniu (przyznaję: oczyściłam je z zen, co do którego nie jestem przekonana). Siadamy w ciszy starając się skupić na tym, co czujemy. Na uczuciu, które jest w nas najsilniejsze. Kiedy potrafimy je zidentyfikować, musimy postarać się znaleźć w sobie obrazy, które oddają je najlepiej. I sfotografować je, opisać, namalować. Ważne, by nie dać się zwieść pierwszym, prostym skojarzeniom. Kiedy jesteśmy wściekli – nie fotografujmy burzy. Kiedy szczęśliwi – zostawmy w spokoju piękno kwiatów. Uciekajmy od stereotypów, wytartych symboli i szukajmy głębiej, w sobie. Szukajmy tego, z czym związane jest to jedno, konkretne uczucie. Przedmiotu, koloru, obrazu. Gdy zdjęcie będzie gotowe pomocna może okazać się informacja zwrotna od nauczyciela lub przyjaciół, którzy oglądają nasze zdjęcia. Warto zapytać, czy udało nam się wyrazić to, co chcieliśmy. Czy inni potrafią to odczytać?

Barierą, co ciekawe, może też stać się nasza potrzeba oryginalności. Autor przytacza historię japońskiego nauczyciela, który na warsztatach w Stanach poprosił uczniów, aby namalowali prostą linię. Jakież było jego zdziwienie, gdy zobaczył wiele różnych linii i ani jednej prostej. Każdy starał się w jakiś sposób wyróżnić. Linie były kropkowane, przerywane, zakręcały, wiły się. Nauczyciel nie był w stanie zrozumieć tej nieprzepartej potrzeby odróżnienia się ludzi zachodu.

Gdy oryginalność staje się celem, przestaje być oryginalna. (…) Oryginalność rodzi się z rzemiosła, umiejętności i praktyki, a nie z próby odróżnienia się w tłumie.

W sztuce Zen oryginalność może być osiągnięta jedynie poprzez długi, pełen dyscypliny proces, który pozwala opanować środki wyrazu – dopiero wówczas do głosu może dojść nasza unikalność. Jedynie pełne opanowanie metody pozwala na zerwanie z nią, opanowanie złożoności pozwala na oddanie prostoty. A wszystko to dzięki nieustannej praktyce i powtarzaniu.

Na zakończenie i zachęcenie do walki z własnymi ograniczeniami cytat:

Poprzez sztukę każdy artysta wyraża swój unikalny sposób doświadczania świata. To esencja tworzenia. Poprzez sztukę powołujemy do życia coś, co wcześniej nie istniało. Powiększamy wszechświat.

Read Full Post »

Czytanie i przekładanie książki „Umysł zen, umysł początkującego” na realia fotograficzne wciągnęło mnie do tego stopnia, że postanowiłam poszukać innych tekstów łączących fotografię i zen. Okazało się, że jest kilka. Nie jestem buddystką, nie poddaję się religijnej indoktrynacji, stąpam twardo po ziemi. Dlatego do książki „The Zen of Creativity” podeszłam z ostrożnością. Ale zachęcam do jej przeczytania. Nawet po usunięciu pierwiastków „mistycznych” znalazłam tam wiele uwag, które, jak myślę, mogą pomóc w fotografowaniu. W tym, by zdjęcie było lepsze.

W jaki sposób zen łączy się ze sztuką? Z każdą jej formą, nie tylko z tradycyjnymi dziedzinami powiązanymi z zen, takimi jak sztuka kaligrafii, parzenia herbaty, malarstwo, czy sztuka łucznictwa? W filozofii zen sztuka nie istnieje sama dla siebie, jest jedynie sposobem na komunikację duchowego wnętrza artysty poprzez nawiązanie kontaktu z intuicją. Koncentracja i wyciszenie, jakie uzyskuje się w trakcie ćwiczeń zen pozwalają nawiązać kontakt z intuicją, swoim duchowym wnętrzem. A ponieważ kreatywność jest wyrazem intuicji, jej rozwój wzmacnia kreatywność. Koncentracja i osiągnięcie stanu umysłu „wolnego od myśli”, pozwala nam również inaczej zobaczyć świat, być go bardziej świadomym.

Człowiek jest jedynym stworzeniem na ziemi, które nie zna stanu znieruchomienia i ciszy. I tylko on próbuje nazywać i tłumaczyć każdą rzecz i zjawisko, które spotyka. Wszystkie inne stworzenia „odczuwają” świat wszystkimi zmysłami. Ludzie wybrali opcję „wiedzieć” zamiast „doświadczać” i poprzez to w jakiś sposób uczynili rzeczywistość niedostępną dla siebie. Pojawia się pytanie, jak dużo w związku z tym przegapiamy, jak wiele „indywidualności” świata (drzew, ludzi, szczegółów każdej rzeczy) przegapiamy tylko dlatego, że „wiemy” zamiast patrzeć. A przecież widzenie rzeczy to podstawa fotografii. Niestety, jak mawiał Chogyam Trungpa cytowany w „The Zen of Creativity”: „Zwykle w ogóle na nic nie patrzymy.” („Usually we don’t look at anything at all.”)

Walt Whitman mówił, że nie należy mieć zbyt wiele wiedzy naukowej na temat drzew i kwiatów, ponieważ ignorancja ułatwia cieszenie się nimi. Im mniej wiemy, tym mniej próbujemy wyjaśniać i racjonalizować (ang. to intellectualize) nasze doświadczenie. Nadmierne intelektualizowanie zamyka nam drogę do wielu nowych doświadczeń. Skupiamy się na rzeczy i naszych odczuciach jedynie do momentu, kiedy nie znajdziemy nazwy dla przedmiotu czy zjawiska. Potem już „wiemy”. A kiedy „wiemy”, przestajemy korzystać ze zmysłów. Wierzymy, że znając nazwę rzeczy wiemy, jaka ona jest, wiec przestajemy widzieć szczegóły, zmiany. Nie zawsze zauważamy, czym jeszcze jest rzecz, którą już raz nazwaliśmy. Ile na tym tracimy? Człowiek jest silnie uzależniony od wzroku, dlatego ma zwyczaj ignorowania impulsów dostarczanych przez pozostałe zmysły. A dzieło sztuki, np. obraz czy fotografia, to nie tylko kopia rzeczywistego widoku, ale również oddanie unikalności chwili, procesu tworzenia. Dlatego tak ważne jest, aby czuć i patrzeć całym sobą – zarówno umysłem jak i ciałem. I oddawać to w swoich pracach. To pozwoli wyróżnić naszą fotografię zachodu słońca od milionów zdjęć zachodów słońca zrobionych przez resztę świata. Pablo Picasso powiedział:

Są malarze, którzy zamieniają słońce w żółtą kropkę, ale są inni, którzy za pomocą swojej sztuki i inteligencji przekształcają żółtą kropkę w słońce. (za „The Zen of Creativity”; tłum. MK)

Tylko jak zrobić nie zdjęcie zachodzącego słońca, ale odczucia chwili, w której go zobaczyliśmy?

Read Full Post »

Jeżeli myślicie, że celem szkół fotografii jest wyszkolenie was, byście stali się jednym z najlepszych, to będziecie mieli wielki problem. To nie jest właściwe rozumienie. Jeżeli praktykujecie fotografię we właściwy sposób, to nie ma znaczenia czy jesteście najlepsi czy najgorsi. Właśnie w waszych niedoskonałościach znajdziecie podstawę dla niezachwianego, poszukującego drogi umysłu.

Kiedy mówimy o fotografii nie możemy powiedzieć „ona jest dobra” czy „ona jest zła” w potocznym znaczeniu tych słów. Sposób patrzenia w fotografii nie jest bowiem taki sam dla każdego z nas.

Uwaga: Powyższy tekst jest parafrazą fragmentów książki: “Umysł Zen, umysł początkującego” Shunryu  Suzukiego i przeniesiem opisanych w niej zasad na grunt fotografii.

Read Full Post »

Robienie zdjęć jest wyrażaniem naszej własnej natury. Nie istniejemy ze względu na coś innego. Istniejemy ze względu na siebie samych. Oczywiście istnieją reguły fotograficzne – reguły kadrowania czy pracy ze światłem. Celem tych reguł nie jest jednak uczynienie każdego z nas takim samym, lecz pozwolenie każdemu z nas na swobodne wyrażanie siebie. 

Jednakże nie sposób znaleźć doskonałej wolności bez pewnych reguł. Ludzie, szczególnie młodzi ludzie myślą, że wolność jest tylko robieniem tego, co zechcą, że w fotografii nie ma potrzeby stosowania żadnych reguł. Lecz dla nas posiadanie reguł jest absolutnie konieczne. Nie oznacza to, że zawsze podlega się kontroli.

Dopóki macie reguły, macie szansę na wolność. Próby osiągania wolności bez zdawania sobie sprawy z reguł nie mają znaczenia. Shunryu Suzuki

Uwaga: Powyższy tekst jest parafrazą fragmentów książki: “Umysł Zen, umysł początkującego” Shunryu  Suzukiego i przeniesiem opisanych w niej zasad na grunt fotografii.

Read Full Post »

Cokolwiek robimy musimy być bardzo czujni i uważni. Naszą droga jest obserwowanie świata i naciskanie migawki. Kiedy już zrozumiemy, jaką drogę przebywa rzeczywistość by stać się zdjęciem – zrozumiemy fotografię. Jednak rodzaj fotografii, na który kładziemy nacisk nie może być zbyt idealistyczny.

Jeśli artysta stanie się zbyt idealistyczny popełni samobójstwo, ponieważ będzie istniała wielka przepaść pomiędzy jego ideałem a rzeczywistymi możliwościami. Shunryu Suzuki

Choć  nasza droga nie jest idealistyczna, w pewnym sensie powinniśmy być idealistami – powinniśmy być przynajmniej zainteresowani zrobieniem fotografii, która spełnia określone kryteria (np. dobry kadr, dobre oświetlenie). Właściwą praktyką jest powtarzanie tego wciąż i wciąż od nowa, dopóki nie zrozumiemy jak powstaje fotografia. Nie ma tu żadnej tajemnicy. Po prostu robimy zdjęcia.

Uwaga: Powyższy tekst jest parafrazą fragmentów książki: “Umysł Zen, umysł początkującego” Shunryu  Suzukiego i przeniesiem opisanych w niej zasad na grunt fotografii.

Read Full Post »

W umyśle początkującego jest wiele możliwości, w umyśle eksperta – parę. Shunryu Suzuki

Mówi się, że fotografia jest trudna, lecz powód tych trudności jest źle rozumiany. Nie jest przecież trudno nacisnąć spust migawki, czy skierować obiektyw w danym kierunku. Jest to trudne, ponieważ trudno jest utrzymać umysł i spojrzenie czystymi. A celem fotografa jest to, aby zawsze utrzymywać umysł początkującego. Przypuśćmy, że tylko jeden raz zrobimy zdjęcie pięknego wschodu słońca w górach. I to będzie bardzo dobre zdjęcie. Lecz co się stanie, jeżeli wykonamy kolejne zdjęcie, innego poranka? I jeszcze jedno? Setne? Z łatwością możemy utracić swoje pierwotne nastawienie, pierwotne spojrzenie, które ma tak wielkie znaczenie. Jeżeli umysł jest pusty, to jest na wszystko gotowy i otwarty.

W umyśle początkującego fotografa nie ma myśli „osiągnąłem coś”. Egocentryczne myśli ograniczają nas, nasze widzenie. Kiedy nie pragniemy osiągnąć sukcesu, wówczas jesteśmy początkujący i możemy się czegoś nauczyć.

Nie ma potrzeby głębokiego rozumienia fotografii. Nawet, jeżeli czytamy dużo literatury tematu, musimy czytać każde zdanie ze świeżym umysłem. Nie powinniśmy mówić: „wiem, czym jest fotografia”, lub „potrafię fotografować”.

Oto również prawdziwy sekret sztuki: być zawsze początkującym. Shunryu Suzuki

Uwaga: Powyższy tekst jest parafrazą fragmentów książki: “Umysł Zen, umysł początkującego” Shunryu  Suzukiego i przeniesiem opisanych w niej zasad na grunt fotografii.

Read Full Post »

Older Posts »